Moje rozmowy z pacjentkami: case study

W trakcie mojej pracy słyszałem wiele rozmaitych historii, część z nich może być bardzo dobrym casem dla osób obciążonych genetycznie rozstępami, przyszłych mam lub po prostu osób, które mają tendencję to tworzenia się tych zmian w związku z otyłością czy intensywnymi ćwiczeniami na masę mięśni.

Podstawowe pytanie, jakie pojawiało się prawie przy każdej wizycie osoby dotkniętej rozstępami, brzmiało prawie identycznie: “Jak mogę się pozbyć rozstępów?”. Były również i inne: “Czy uda się to usunąć?”. “Proszę przepisać mi krem, który zlikwiduje te blizny”. “Niech Pan coś poradzi na te okropne paski, one chyba nie zostaną tak na stałe?

Oczywiście padały też bardziej wymyślne, typu: “Czy te blizny to oznaka raka skóry? Co mi dolega?”. “Skąd to się pojawiło? Przecież w rodzinie nikt nie miał rozstępów”. “Czy mogę usunąć je sokiem z cytryny?”.

Ciężko za każdym razem nieść rozczarowującą wiadomość. W zasadzie pocieszeniem może być jedynie fakt, że można skutecznie je minimalizować. Konsekwencja i upór na prawdę mogą przynieść zadowalające efekty. Kiedy rozstępy już się pojawią - mówiąc kolokwialnie - jest pozamiatane. Dlatego warto poświęcić uwagę ich zapobieganiu.

Oto przypadek pacjentki, z którą rozmawiałem:

Młoda kobieta, w wieku 30 lat z obciążeniem genetycznym od strony matki. Pojawiła się u mnie w 32 miesiącu ciąży. Była to jej pierwsza ciąża. Kobieta była zakłopotana, ponieważ bardzo wiele słyszała o rozstępach - większość jej koleżanek, a także siostra oraz matka doświadczyły takich zmian. Ona sama dziwiła się, że na jej brzuchu, udach czy biodrach nie ma ani śladu czerwonej linii, żadnej kreski.

Pouczyłem ją, że to bardzo dobry znak, niemniej jednak rozstępy mają skłonność do pojawiania się zawsze znienacka, w chwili, w której najmniej byśmy się tego spodziewali. A u kobiet w ciąży takim progiem jest 3 trymestr. To wtedy najczęściej dochodzi do tych trwałych zmian, ponieważ skóra jest najbardziej napięta. Zaleciłem stosowanie kremów, olejków oraz masaże brzucha. Także nawodnienie organizmu odgrywało znaczącą rolę, stąd pacjentka miała pić przynajmniej 2-3 litry wody dziennie.

Przebieg ciąży oraz stan skóry wyglądał bardzo korzystnie. Pacjentka zadzwoniła do mnie pewnego dnia, informując o skuteczności takiej zapobiegawczej terapii.

Już po urodzeniu dziecka, kobieta ta przyszła ponownie na wizytę. Okazało się, że kilka dni przed urodzeniem dziecka, uwidoczniły się u niej rozstępy. Poprosiła o preparat, który by je zatuszował, ponieważ wiedziała już, że nie będzie można ich usunąć. Zapytałem więc o to, czy regularnie stosowała kremy nawilżające i piła duże ilości wody. Przytaknęła, lecz dodała, że zakończyła te zabiegi w 8 miesiącu ciąży, ponieważ nie chciała, aby olejki ingerowały w zdrowie jej dziecka.

Trudno mi ocenić, czy miało to decydujący wpływ na końcowy rezultat, jednak potwierdziła się stara prawda: w pewnych sytuacjach nasza skóra jest stale narażona na wytworzenie się rozstępów. Stąd jej pielęgnacja powinna być kompleksowa oraz regularna. Wtedy ryzyko zmniejsza się wielokrotnie. Być może pacjentka ta (będąc predysponowaną) wcale nie musiała zostać dotknięta rozstępami, stosując się do ostatniego momentu według zaleceń. Obserwowałem wiele innych pacjentek z obciążeniem genetycznym, które przejęte dbaniem o zdrowie skóry uniknęły tego problemu. Nie można wykluczyć jednak twierdzenia, że u omawianej pacjentki były one nieuniknione. W każdym razie medycyna nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.

← Wróć na stronę główną